Poleca:

Aweo.pl - skuteczne pozycjonowanie.



Polecane Strony:

luk-pol.eu - kontenery na gruz
obsluga-ksiegowa.pl - biura rachunkowe Wrocław
marcom.nieruchomosci.pl - wczasy w Hiszpanii
rol-dan.pl - zaluzje poznan
zywiecki.com.pl - kancelaria adwokacka Kościan
Zapraszamy.
A A A

MONT-ORIOL cz. II

 

 

 

 

Ojciec Oriol odciągnął syna, a potem zaczął dobrotliwie:

— Słuchaj, Clovis, możesz przecie spróbować. My z Kolosem zrobimy ci kąpiel, ty przychodź tylko przez miesiąc co dnia. Dam ci za to nie sto, ale dwie stówki. A potem — słuchaj dobrze — potem, jeżeli po miesiącu ozdrowiejesz, dostaniesz pięć stówek. Słyszysz? Pięć stówek srebrem, i dwie, to razem siedem stówek. Powiadam ci: dwie stówki, jak się będziesz co dzień kąpał przez cały miesiąc, i pięć, jak wyzdrowiejesz. I słuchaj, co ci jeszcze powiem: reumatyzm może się wrócić, bywa tak. Jakby cię na jesieni znowu pokręciło, to już nie nasza rzecz, woda tak czy owak swoje zrobiła.

Stary odpowiedział statecznie:

— Jak tak, to zgoda. Może pomoże, może nie, zobaczy się.

Trzej mężczyźni podali sobie ręce przybijając zawartą umowę. Potem Oriolowie wrócili do źródła, żeby przygotować kąpiel dla Clovisa.

Pracowali dobry kwadrans, kiedy usłyszeli jakieś głosy na gościńcu.

Nadchodził Andermatt z doktorem Latonne. Chłopi mrugnęli na siebie i zaprzestali kopania.

Bankier zbliżył się, podał każdemu rękę, potem wszyscy czterej stanęli patrząc bez słowa na wodę.

Woda kipiała jak w garnku na dużym ogniu, perliła się i gazowała, i spływała w stronę strumyka wąską bruzdą, którą już sobie wyżłobiła. Oriol z uśmiechem dumy na ustach odezwał się nagle:

— Ale ci ma żelaza, co?

Rzeczywiście, całe dno jamy było już czerwone, a nawet drobne kamienie, zalewane przez potok, pokryły się jakby brunatną pleśnią.

Doktor Latonne odpowiedział:

— Tak, ale to jeszcze o niczym nie świadczy, trzeba poznać inne właściwości.

Chłop podjął znowu:

— My żeśmy z Kolosem wypili wczoraj z wieczora po szklaneczce i bardzo nam po tym rześko. Prawda, synu?

Wielkolud odpowiedział z przekonaniem:

— To się wie, że nam rześko.

Andermatt stał nieruchomy tuż nad brzegiem jamy. Zwrócił się do lekarza:

— Potrzebowalibyśmy mniej więcej sześć razy ty]e wody, żeby zrealizować moje plany, prawda, doktorze?

— Tak, coś około tego.

— Sądzi pan, że znajdziemy tyle?

— No, na tym to ja się nie znam.

— Właśnie! Dopiero po wierceniach próbnych można zatwierdzić ostatecznie akt zakupu terenów. Kiedy się dowiemy wyników analizy, trzeba tylko uzyskać notarialnie potwierdzoną promesę, z tym, że właściwa transakcja zostanie zawarta tylko w tym wypadku, jeśli szereg wierceń próbnych da pożądane rezultaty.

To zaniepokoiło starego Oriola. Nie zrozumiał. Wówczas Andermatt wyjaśnił mu, że jedno źródło nie wystarcza i że nie kupi go, jeśli nie znajdzie więcej. Ale nie może zacząć poszukiwań dalszych źródeł, póki nie zostanie podpisana promesa sprzedaży tego pierwszego.

Obaj chłopi wyrazili skwapliwie przekonanie, że pola ich kryją tyle źródeł, ile na nich rośnie winorośli. Niech tylko spróbują kopać, a zobaczą sami.

Andermatt odpowiedział krótko:

— Tak, zobaczymy.

Ojciec Oriol zanurzył rękę w źródle i oświadczył:

— Diabli, jaka gorąca! Jajo można na twardo ugotować, gorętsza niż w źródle Bonnefille.

Z kolei Latonne umoczył palec i przyznał, że może to i prawda.

Chłop mówił dalej:

— Smaku też w niej więcej i lepszy ma smak; nie czuć jej tak jak tamtej. Za tę wodę mogę ręczyć, to jest dobra woda. A chyba znam się na tutejszych wodach, pięćdziesiąt lat na nie patrzę. Ale w życiu nie widziałem piękniejszej.

Umilkł na chwilę i znów zaczął:

— Nie żebym chciał zachwalać swój towar, wcale nie chcę. Co bym chciał, to zrobić próbę dla panów, nie taką tam próbę aptekarską, ale prawdziwą, na jakim chorym. Założę się, że ta woda nawet paralitykowi by pomogła, taka gorąca, tyle smaku. Założę się, że by pomogła.

Udawał, że się namyśla, powiódł oczyma po najbliższych wierzchołkach górskich, jakby tam spodziewał się znaleźć odpowiedniego paralityka. Nie widząc go wszakże na szczytach, opuścił wzrok w dół, na drogę.

O dwieście kroków stąd można było dostrzec na skraju gościńca dwie bezwładne nogi, należące do włóczęgi; resztę jego osoby zasłaniał pień wierzby.

Oriol dłonią osłonił oczy od słońca i spytał syna:

— Czy to nie ten stary Clovis, co tam jeszcze siedzi? Kolos ze śmiechem odparł:

— Pewnie że on. Ten ci nie zemknie jak zając. Wówczas stary Oriol postąpił krok ku bankierowi

i głosem pełnym powagi i przeświadczenia rzekł:

— Niech mnie pan posłucha. Siedzi tam przy drodze paralityk, pan doktor go zna, na dobre połamany, od dziesięciu lat oko ludzkie nie widziało, żeby choć krok zrobił. Prawdę mówię, panie doktorze?

Doktor potwierdził:

— No tak, jeżeli tego dziada wyleczycie, będę waszą wodę płacił po franku za szklankę.

A zwracając się do Andermatta dodał:

— To stary podagryk i reumatyk, cierpi na stały nerwowy przykurcz lewej nogi, a prawą ma całkowicie sparaliżowaną. Słowem, w moim przekonaniu — nieuleczalny przypadek.

Oriol nie przerywał mu. Kiedy lekarz skończył, powiedział z ociąganiem:

— No, panie doktorze, niech pan zrobi próbę z tym starym, powiedzmy, przez miesiąc. Nie mówią, że się uda, nie mówię nic, tylko o to proszę, żeby pan zrobił próbę. Myśmy tu właśnie kopali z Kolosem jamę, żeby kamienie zakopać. No, możemy dla Clovisa do kąpieli także jamę wykopać. Niech w niej co dzień rano godzinę posiedzi i zobaczymy, powiadam: zobaczymy.

Lekarz odparł półgłosem:

— Spróbować można. Ale ręczę, że nic z tego nie będzie.

Andermatt jednak, urzeczony nadzieją niemal cudownego uzdrowienia, z radością przyjął projekt chłopa. Wszyscy czterej zeszli wobec tego na drogędo włóczęgi grzejącego się wciąż bez ruchu na słońcu. Stary kłusownik, dobrze rozumiejąc chytrą grę, udawał, że się wzdraga, długo odmawiał, wreszcie dał się przekonać pod warunkiem, by Andermatt płacił mu dwa franki dziennie za godzinną kąpiel w źródle.

W ten sposób dobito targu. Postanowiono nawet, że Clovis natychmiast po wykopaniu jamy weźmie pierwszą kąpiel jeszcze dzisiaj. Andermatt zobowiązał się dostarczyć mu odzieży, aby mógł potem przebrać się, a Oriolowie mieli ze swego podwórka przytaszczyć pasterski szałas, gdzie kaleka mógłby schronić się podczas zmiany garderoby. Po czym bankier i lekarz ruszyli z powrotem. Wchodząc do osiedla rozstali się, jeden bowiem szedł do

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 34 Następna »